Arvina - 2013-03-26 19:46:14

Tak jakoś mnie naszło, żeby coś naskrobać. No i wyszedł mi prolog do dłuższego opowiadania, które od dawna siedzi mi w głowie. Poczytajcie, pośmiejcie się, komentujcie, będę wdzięczna za każdą poradę :) Miłej lektury!

Prolog część 1

Noc miała się ku końcowi. Na horyzoncie jaśniała linia zwiastująca bliski świt. W ciemnym, ponurym borze wciąż jednak panował ponury mrok, gdyż gęsto rosnące drzewa przepuszczały przez swoje rozłożyste korony niewiele światła. Duszna, milcząca atmosfera lasu została zakłócona przez niosący się echem tętent kopyt. Zza zakrętu słabo widocznej ścieżki wyłonił się jeździec na spienionym koniu. Rumak biegł tak szybko, że każdym krokiem rozpryskiwał mokrą ziemię, ochlapując swoje boki i płaszcz jeźdźca błotem. Człowiek dosiadający wierzchowca co chwilę oglądał się za siebie. Jego spłoszony wzrok i szybki oddech odzwierciedlały strach, który towarzyszył mu całą drogę. Nagle wśród drzew mignęła jasna sylwetka czworonożnego stworzenia, które biegło lasem po prawej stronie równolegle do ścieżki. Niedługo potem dogoniła ją druga podobna postać. Dosiadający konia przynaglił rumaka do jeszcze szybszego biegu. Dzielne zwierzę zarżało głośno i ostatkiem sił pogalopowało dalej. Wierzchowiec pokonał błyskawicznie następny zakręt drogi, którą parę metrów dalej zagradzał pień, powalonego podczas ostatniej burzy, grubego drzewa. Tylko ta przeszkoda dzieliła wędrowca od wyraźnego prześwitu między drzewami – wyjścia z lasu. Serce mężczyzny wypełniła nadzieja, że być może ujdzie z życiem. Uczucie to zgasło natychmiast, gdy przy powalonym drzewie pojawiły się istoty, które go ścigały. Nieco tylko mniejsze od konia potwory stały mocno na potężnych łapach uzbrojonych w ostre, długie pazury. Ich prawie biała sierść jaśniała w półmroku, ale mocniej błyszczały krwistoczerwone oczy. Monstra szczerzyły kły prezentując paszcze pełne olbrzymich żółtych zębów. Widok był przerażający, strach ścisnął serce człowieka, jednak rumak bojowy, którego dosiadał nie wahał się ani chwili. W pełnym galopie przebiegł między demonicznymi zwierzętami i jednym płynnym skokiem pokonał leżące drzewo. Zachwiał się lekko przy lądowaniu, ale szybko odzyskał równowagę i popędził przed siebie. Ratunek był już blisko, lecz bestie nie odpuściły. Desperacko rzuciły się w pogoń zbliżając się do wierzchowca na bardzo bliską odległość, ryzykując otrzymanie zabójczego ciosu kopyta. Ale było już za późno. Podróżnik i jego koń wypadli z lasu na zalaną pierwszymi promieniami słońca łąkę. Człowiek odwrócił twarz w stronę blasku, ciesząc się ciepłem, które czuł. Natomiast potwory zatrzymały się na skraju skupiska drzew, cierpiąc pod wpływem tak oślepiające jasności. Z głośnym skowytem bólu cofnęły się w głąb boru, przyjrzały się jeszcze raz jeźdźcowi, powoli odwróciły się i uciekły. Mężczyzna odetchnął z ulgą. Przeżył…

Arvina - 2013-03-26 19:46:51

Prolog cześć 2

Po głównej izbie niewielkiej wiejskiej chaty rozchodziło się przyjemne ciepło płynące z raźno palącego się ognia na palenisku. Niedaleko od źródła światła siedziała w bujanym fotelu kobieta w średnim wieku. Ubrana była w proste, lecz schludne szaty brunatnego koloru, jej włosy naznaczone paroma siwymi nitkami związane były w kok i ukryte pod chustką. Pod zręcznymi palcami niewiasty powoli powstawał rysunek haftowany na kawałku materiału. Kobieta co chwilę z lekkim uśmiechem spoglądała na kołyskę stojącą przy jej lewem boku. Dziecko leżące w niej spało spokojnie otulone niebieskim kocykiem. Nic nie mąciło spokoju panującego w izbie. Tylko od czasu do czasu dało się słyszeć trzask polan w palenisku czy świst wiatru przeciskającego się przez szpary. Opiekunka wstała z miejsca, aby sięgnąć po brakującą jej do ukończenia haftu nić. Nagle zamarła na chwilę tknięta złym przeczuciem. Było ono tak intensywne, że aż bała się odwrócić. Zmusiła swoje ciało do wykonania ruchu wyłącznie samą siłą woli. Z jej ust wydobył się jęk przerażenia, gdy ujrzała jaki „gość” zawitał do domu. Wysoki na dwa metry potwór, stojący na dwóch nogach, porośnięty był długą, gęstą, czarną sierścią. Jego ciało było szczupłe, ale z wyraźnie zarysowanymi mięśniami widocznymi nawet pod futrem. Podobna do wilczej twarz nic nie wyrażała a to z powodu zupełnie czarnych oczu pozbawionych tęczówek. Jednak najbardziej rzucającą się w oczy cechą wyglądu bestii były zdobiące końce jej palców dziesięciocentymetrowe błyszczące jak srebro pazury. Zwierzę zdawało się nie zauważać kobiety znieruchomiałej przy ogniu, bo intensywnie wpatrywało się w śpiące dziecko. W jednej chwili czas jakby przyspieszył. Wilczopodobny stwór poruszył się błyskawicznie, pochylił się nad kołyską i porwał malca w ramiona. Niania krzycząc rzuciła się ratować dziecko, ale nie zdążyła zbliżyć się do porywacza. Potwór machnął jedną ręką i prawie od niechcenia podrzynając kobiecie gardło. Krew trysnęła na bielone ściany pokoju malując na nich czerwone ślady. Bliska śmierci ofiara osunęła się na ziemię trzymając się za szyję. W jej oczach zgasło życie, a na deskach podłogi zaczęła rozpływać się kleista krwawa plama. Bestia trzymając pewnie wciąż uśpione dziecko, zmarszczyła nos napawając się zapachem świeżej krwi. Potem tak nagle jak się pojawiła, tak nagle znikła pozostawiając po sobie jedynie nienaturalny chłód…

janjuz - 2013-03-27 09:33:24

Już jestem ciekaw dalszego ciągu. Uwaga tylko jedna i to drobniutka - w części pierwszej prologu, w trzecim zdaniu, po słowach "w ciemnym, ponurym borze" powinno chyba być "panował" albo coś podobnego. Brakuje mi określenia obecności mroku.
CZEKAM na ciąg dalszy.
A propos - a jak tam tłumaczenie?

Raistlin - 2013-03-27 17:55:29

Naprawdę można było poczuć klimat obu miejsc, tylko teraz jak nie napiszesz z tego książki to zeżre mnie ciekawość :p

janjuz - 2013-03-27 18:09:05

Ta ona ciekawość to już mnie podgryza, podszczypuje, łechcze, drażni i niecierpliwi. Ciąg dalszy PLEASE!!!!!!

Arvina - 2013-04-03 17:27:26

O rany! Nie spodziewałam się, że aż tak się wam spodobało :) Dziękuję! Musicie jednak uzbroić się w cierpliwość, bo to nie jest tak hop siup napisać coś ładnego :P

Co do tej książki, to kto wie... Ale Raistlin, pamiętaj - i tak nie wyjdę za Ciebie za mąż, gdy już będę sławną pisarką XD Przykro mi :D

Raistlin - 2013-04-07 18:43:46

pamiętaj, nadzieja umiera ostatnia, tak więc się nie zniechęcam :p

Arvina - 2013-04-11 20:52:02

Aby umilić wam nieco czekanie na dalszy ciąg, obejrzyjcie jak mniej więcej mają wyglądać niektórzy bohaterowie (jeszcze nie mają imion :P)

http://www.smoczalanca.pun.pl/_fora/smoczalanca/gallery/270_1365705871.jpg

http://www.smoczalanca.pun.pl/_fora/smoczalanca/gallery/270_1365705902.jpg

http://www.smoczalanca.pun.pl/_fora/smoczalanca/gallery/270_1365705935.jpg

http://www.smoczalanca.pun.pl/_fora/smoczalanca/gallery/270_1365705969.jpg

Arvina - 2013-04-16 20:03:20

Rozdział... - Podarunki

Eli opierając się plecami o pień drzewa próbowała złapać oddech. Rozejrzała się szukając reszty drużyny. Na drzewie po drugiej stronie ścieżki siedziała Maya, która posłała jej bezradne spojrzenie. Pozostałych towarzyszy nie widziała. Myśli Elizabeth pędziły jak szalone, gdy zastanawiała się jak mogą wydostać się z tego magicznego lasu, a przede wszystkim uciec jak najdalej od smoka. Eli przeklęła w myślach, gdy usłyszała ciężkie kroki zbliżającego się potwora. Miała nadzieję, że znajdują się dość wysoko na drzewach ukryci wśród listowia, więc niewidoczni dla oczu gada. Dziewczyna nieznacznie odwracając głowę zaczęła wypatrywać smoka przez prześwit między gałęziami. Po jakimś czasie ujrzała błysk zielonych łusek odbijających promienie słońca. Smok przystanął niedaleko od drzewa, na którym siedziała Eli. Dziewczyna zamarła i ku swojemu zdziwieniu usłyszała, że potwór się śmieje.

- Maleńki człowieczku, wiem, że tu jesteś – odezwał się smok. Głos miał głęboki, w brzmieniu podobny do grzmotu nadchodzącej burzy. – Nie bój się. Znam twój zapach. Jest co prawda trochę bardziej świeży niż ostatnim razem, ale wciąż go pamiętam. Zejdź do mnie człowieczku, nie skrzywdzę cię.

Zwierzę wypowiedziało te słowa spoglądając w górę, prosto na Eli, która miała prawdziwy dylemat. Bała się zejść, ale nie wiedziała też co się stanie, gdy nie posłucha rozkazu smoka. I te dziwne słowa… Bardziej świeży zapach? O co tu chodzi? Spojrzała w bok i napotkała wzrok ciemnych oczu Mai, która tylko wzruszyła ramionami i rozłożyła ręce z typową dla niej beztroską. Eli uśmiechnęła się do niej nerwowo, zastanawiając się czy jej przyjaciółka zna w ogóle uczucie lęku. Elizabeth westchnęła i gratulując samej sobie nierozwagi, ale też męstwa, zeskoczyła z drzewa lądując tuż przed smokiem.

Był olbrzymi, dwa razy większy od kobiety, która czuła się przy nim mała jak mysz. Wygląd gada budził respekt. Masywne łapy z potężnymi pazurami, osadzony na dość krótkiej szyi łeb o pięknym profilu i lekko zakrzywionymi do tyłu dwoma rogami podobnymi do szabli wykonanych ze szlachetnych zielonych kamieni. Skrzydła, z powodu braku miejsca, miał ciasno złożone i mocno przyciśnięte do boków. Jednak dopiero, gdy Eli skrzyżowała wzrok ze smokiem, poczuła szacunek do tego szlachetnego zwierzęcia. W zielono – złotych tęczówkach i onyksowych źrenicach gada kryła się mądrość wielu wieków. Zadziwiające było to, że spojrzenie posłane Elizabeth nie było groźne i gniewne, ale raczej zaciekawione i radosne, tak jakby stary potwór czuł zadowolenie z powodu spotkania. Dziewczyna już bardziej ośmielona rozciągnęła wargi w uśmiechu.

***
Wtorki mi służą, bo zazwyczaj mam natchnienie w tym dniu. Niestety wena nie chciała współpracować i jak widać nie ma trzeciej części prologu, tylko fragment wyrwany ze środka. Myślę, że za jakiś czas wszystko połączy się w całość. No i podczas pisania tego fragmentu przyszło mi do głowy mnóstwo innych pomysłów. Może opowiadanie wyrośnie na książkę :D

janjuz - 2013-04-16 20:12:01

No, no, no. Fragmencik taki bardziej ciekawy. A mnie ciekawość bierze, jak i gdzie smok i Eli spotkali się pierwszym, a może tylko poprzednim, razem. I czy tylko raz? A ten smok, to przepraszam, z jakich smoków? Takich co to niby krwiożercze a w rzeczywistości nie tak całkiem/ A może z takich mądrzejszych niby a właśnie bardzo krwiożerczych? A te dwie dziewczyny to niby co na drzewach robią? A ta Maja to niby czemu taka odważna, a może tylko lekkomyślna? A jeszcze...

Chyba skończę z pytaniami, mogę autorkę wkurzyć.

Arvina - 2013-04-16 20:15:23

Spokojnie Janku. Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie :) Tylko cierpliwości :)

janjuz - 2013-05-01 20:03:55

No i gdzie te dalsze ciągi? Kucyk się znarowił, Księżniczka strzeliła focha czy może, jak to z Paniami bywa, trzeba po rękach całować i do stóp się chylić? Troszkę już kręgosłup sztywny ale jeszcze się schylę.

Raistlin - 2013-05-01 22:29:27

Już Ci pisałem na priv że świetne, ale napiszę jeszcze raz, by nie było że nie czytam :D Nasuwają mi się podobne pytania jak Jankowi, mam nadzieje, że będziesz się bardzo nudziła na wykładach i napiszesz nam kolejne części :)

Raistlin - 2013-07-31 23:41:39

Weronika, było by świetnie gdybyś kontynuowała to opowiadanie, naprawdę mi się spodobało i wciąż liczę na dalszą jego część.

janjuz - 2013-08-01 09:42:37

Arvina albo udała się na dłuższe wakacje, albo cierpi na twórcze wypalenie, albo jest zajęta jak cholera, albo właśnie walczy z jakimś kucykiem.

Arvina - 2013-09-18 18:56:51

Prolog część 3

Matt był bardzo zadowolony z dzisiejszego dnia. Po raz pierwszy po długiej zimie mógł wyprowadzić razem z synem Rickiem stadko owiec na pastwisko. Wreszcie przyszła wiosna, a ciepło dobrze służyło na stare kości. Pasterz przyjrzał się zwierzętom i uśmiechnął się, bo nic nie zakłócało jego spokoju. Zawołał syna, dając mu znak, że czas na razie wracać do chaty, gdzie czekała na nich inna praca. Trzeba było naprawić dach, bo ostre mrozy zniszczyły parę dachówek. Pasterz i jego syn byli już w połowie drogi do domu, gdy usłyszeli alarmujące szczekanie owczarka pilnującego owiec. Mężczyźni odwrócili się i ujrzeli dość dziwny widok – pies stał z łbem uniesionym ku górze i szczekał zapamiętale w stronę błękitnego nieba.
- Czyżby nasz Bob oszalał na stare lata? – zwrócił się Matt z uśmiechem do Ricka, który parsknął śmiechem.
Lecz po chwili uśmiech został starty z twarzy młodzieńca. Przyjrzał się dokładniej pozornie czystemu niebu, na którym pojawiło się około 10 maleńkich punkcików, przybliżających się ze stałą prędkością.
- Ojcze, spójrz! Co to takiego? – zapytał Rick wskazując palcem na obiekty na niebie.
Matt zmrużył oczy, a potem gwałtownie je otworzył.
- Smoki…! Na Cesarzową, to smoki! – wydusił z siebie pasterz. – Biegnij do wioski, synu i bij na alarm!
Rick popędził najszybciej jak mógł, jednak pomoc przybyła za późno. Ósemka młodych, szarych smoczą raz za razem atakowała stado owiec należące do Matta. Zwierzęta uciekały w popłochu, lecz nie mogły znaleźć schronienia na otwartej łące przed trującym oddechem, zębami i pazurami atakującymi z nieba. Po krótkim czasie smoki zaczęły się wycofywać, odlatując z krzykiem, który w uszach Matta brzmiał jak śmiech. Rick znalazł ojca na skraju pastwiska, gdzie z zaciśniętymi ustami przyglądał się krwawym śladom na trawie – jedynemu świadectwu rzezi jaka się przed chwilą rozegrała. Pasterz spojrzał na syna i powiedział:
- Idź powiedz matce, żeby spakowała nam trochę jedzenia. Potem przygotuj wóz. Jedziemy do stolicy.

Arvina - 2013-09-18 20:13:47

Rozdział pierwszy

Atmosfera w książęcej sali tronowej była tak ponura, że otaczała zgromadzonych jak ciężka mgła. Książę Elmin spoglądał ze zmarszczonymi brwiami na stojących przed nim ludzi. Po lewej stronie zebrała się grupka wieśniaków z wioski leżącej o pół dnia drogi od zamku. Wśród nich uwagę zwracał na siebie starszy mężczyzna w stroju pasterza, wyglądający na przywódcę tej zgrai oraz młoda dziewczyna, której ciągły płacz działał Elminowi na nerwy. Po prawej stronie księcia, naprzeciwko wieśniaków stało dwóch mężczyzn. Jeden z nich ubrany był w bogatą, fioletową szatę sięgającą aż do ziemi. Dłonie ukrył w szerokich rękawach stroju, na którym tylko uważny obserwator mógł zauważyć delikatne błyski wywołane przez aktywne zaklęcia ochronne. Ubranie drugiego mężczyzny stanowiło kontrast z przepychem szaty jego sąsiada. Płaszcz ciemnowłosego przybysza był poplamiony błotem, a reszta odzienia okurzona. W komnacie znajdowała się jeszcze jedna osoba. Była to młoda kobieta, a zajmowane przez nią miejsce tuż u boku księcia świadczyło o jej wysokiej randze na dworze. W istocie była to córka Elmina, księżniczka Aurora. Szkarłatna suknia, którą miała na sobie podkreślała płomienny kolor jej włosów upiętych wysoko i przyozdobionych diademem. Jednak choć dziewczyna była smukła i zgrabna, urodę odbierały jej mocno zaciśnięte usta i wiecznie spuszczony w geście poddaństwa wzrok.
Książę Elmin przesunął jeszcze raz wzrokiem po stojących przed nim osobach, odchrząknął i zwrócił się do wieśniaków:

- Witajcie pasterze! Jakież zmartwienie sprowadziło was na dwór?

Tak jak władca się spodziewał na przód wystąpił starszy pasterz, zdjął z głowy wysłużony kapelusz i lekko się skłonił.

- Panie mój, wydarzyła nam się straszna tragedia, a właściwie dwie – rozpoczął. – Wczoraj po raz pierwszy wyprowadziłem owce na pastwisko. Możesz mi panie mój nie wierzyć, ale całe stado, co do jednej sztuki, zostało zabite przez… przez smoki, panie mój. Smoki!

W sali zapadła cisza. Nawet łkająca wieśniaczka umilkła.

- Smoki. powiadasz? – upewnił się książę.

- Tak, panie. Szare bestie, widać że młode jeszcze. Spadły z nieba, ze wschodu, a po chwili owiec już nie było – pasterz przerwał na chwilę, a potem podjął z nową energią. – Ale co tam owce, panie! Zwierzęta się kupi inne, ale ta dziewczyna straciła synka – wieśniak mówiąc to podszedł do płaczącej kobiety.

- Mój mały Ralf, moje maleństwo… - zawodziła. – I jeszcze moja matka, nie żyje… Zabita…

Dziewczyna całkiem się rozkleiła, padła na kolana kryjąc twarz w dłoniach. Elmin popatrzył na nią przez chwilę i zapytał:

- Dziecko też porwały smoki?

- Nie, panie. Chyba nie – odpowiedział z wahaniem pasterz. – Nie wiemy, co zabrało dziecko. W chacie znaleźliśmy tylko babkę dzieciaka, która się nim zajmowała przez noc. Była martwa, coś poderżnęło jej gardło. Straszny widok, panie. Krew na ścianach… Gorzej niż podczas szlachtowania świniaka.

janjuz - 2013-09-18 21:08:45

Zaczyna się robić krwawo. Wątków też zaczętych niemało. Ciekaw jestem jak powiążesz luźne końce. Ciekawi mnie, jak powiążesz Eli, Maję z Rickiem i Elminem. Czekam z rosnącym zaciekawieniem.

Arvina - 2013-09-18 21:14:30

He he, wszystko już dokładnie jest przemyślane. Powiem tylko, że ci pasterze to postacie epizodyczne - występują tylko w tym rozdziale. A reszta... Oj, będzie się działo. Mam nawet pomysł na drugą część.

Chainekken - 2016-11-07 17:05:34

Piękne, plastyczne opisy. Jakbym oglądał obraz :). Masz talent! Widzę, że nastąpiła przerwa, ale George R.R. Martin nauczył mnie cierpliwości. :D

Arvina - 2016-11-07 18:47:18

Dziękuje ślicznie <3 Tak, do opisów mam talent, gorzej z dialogami. I nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze się coś pojawi w tym wątku, bo mam teraz inne zajęcia, a pisanie nigdy nie było na pierwszym planie. To w zasadzie była tylko próba i raczej nie pociągnę tego dalej. Czyli wielką pisarką nie będę

Chainekken - 2016-11-07 19:31:57

Szkoda, ale jeżeli robisz coś w czym się realizujesz i wychodzi ci to lepiej niż pisanie i znajdujesz w tym masę frajdy, to najwidoczniej jesteś osobą wielu talentów :D A co do pisania - nigdy nie mów nigdy!

Arvina - 2016-11-07 20:00:46

Nie mów takich miłych rzeczy, bo jeszcze ci uwierzę :P No cóż... Prowadzę stronę na fb, pracuje, udzielam się tu i rozwijam się artystycznie robiąc kolorowanki dla dorosłych. Poza tym czytam i oglądam seriale, więc faktycznie czasu na pisanie może brakować XD

www.realdragonballgame.pun.pl www.virtualpolishtruckers.pun.pl www.elders.pun.pl www.funtab.pun.pl www.owned-gaming.pun.pl